Nasze córki

Zazwyczaj na tym blogu piszemy o relacjach w związkach, szczególnie małżeńskich. Tym razem chciałbym się pokusić o muśnięcie tematu bycia rodzicem, a dokładnie ojcostwa.

Jak zapewne wiecie, (a jeśli nie wiecie, to zaraz się dowiecie 🙂 ) mamy z Jolą dwie córki, obie są naszą dumą i chlubą. Nie chcą, by upubliczniać ich wizerunek, ale kilka słów mogę tu o nich napisać. Są bardzo mądre i mają dobre serca, lubimy razem spędzać czas i odwiedzać znajomych. Mają różne charaktery, ale potrafią razem ze sobą się bawić i rozmawiać. Dbamy o siebie nawzajem i staramy się rozwiązywać wspólnie problemy i wyzwania, które w każdej zwykłej rodzinie pojawiają się… prawie codziennie.

Ostatnio zauważyłem, że nie jest mi łatwo nadążyć za zmianami, jakie w nich następują z wiekiem. Nie mogę sobie pozwolić na siedzenie przed telewizorem, kiedy czuję, że coś jest nie tak. Postanowiłem poszerzyć nieco moje horyzonty i sięgnąłem po książkę: „Moc błogosławieństwa ojca” Henryka Wieja.

Przemyślenia po przeczytaniu książki

Nie wiem, czy jestem typowym polskim ojcem, ale wydaje mi się, że staram się podnosić sobie poprzeczkę. Ta książka wbiła mi przysłowiowego „klina”. We wstępie przeczytałem następujące słowa:

Celem tej książki jest pobudzenie nas wszystkich, mężczyzn i kobiet, do refleksji na temat jednej z najbardziej strategicznych ról mężczyzny, jaką jest rola ojca. To właśnie rola ojca ma swój bezpośredni wpływ w kształtowaniu duchowej formacji i zdrowej osobowości następnego pokolenia, a także w budowaniu silnej rodziny, żywego i mocnego kościoła oraz zdrowego społeczeństwa, które może zostać uwolnione od niszczącego je syndromu nieobecnego ojca.

Henryk Wieja

Choć książka ma ok. 100 stron, czytałem ją na raty, tak by móc się nad nią głębiej zastanowić i przyjrzeć sobie. Od razu powiem, że jestem pozytywnie zaskoczony. Dowiedziałem się wielu medycznych ciekawostek i prawd dotyczących rozwoju osobowości i kształtowaniu charakteru dziecka.

Wiedzieliście, że większość charakteru dziecka kształtuje się do ok. szóstego roku życia? A może słyszeliście o tym, że: „Największą i najlepszą inwestycją, jaką ojciec może dokonać w życiu swoich dzieci, to kochać je całym swoim sercem i kochać ich matkę” ?

Autor bazuję na swojej wiedzy medycznej, ale także na ogólnie dostępnych danych statystycznych i opracowaniach innych autorów. Czytając tą książkę, odniosłem wrażenie, że wiele brakuje mi do ideału. Czas pokaże, jak się sprawdziłem w roli ojca, ale teraz wiem, że jeszcze wiele mogę zrobić dla moich córek.

To bardzo ważne, by poświęcać im czas, słuchać uważnie, patrzeć im w oczy, modlić się za nie, błogosławić im, by były szczęśliwe. Jeśli jesteś osobą niewierzącą w Boga, to i tak wiele możesz zrobić dla swoich dzieci, te zasady są bardzo uniwersalne. Jeśli kogoś kochasz, to chcesz dać mu to, co najcenniejsze, to przecież naturalne i oczywiste.

W każdej rodzinie zdarzają się kłótnie i nieporozumienia. Rolą ojca jest dążyć do łagodzenia konfliktów i szukania pojednania z domownikami.

Mógłbym tak jeszcze długo pisać, ale po prostu warto przeczytać tą książkę i postarać się wybrać z niej najlepsze rady dla siebie, jako ojca.

Ciekawostki

Chciałbym tu zacytować fragment artykułu Agnieszki Leśniak

Choć to może zaskakiwać – tak, prowadzone są badania mające odpowiedzieć na pytanie o to, ile czasu faktycznie ojcowie spędzają ze swoimi dziećmi. Okazuje się, że w większości krajów w Europie nie jest to nawet godzina. Przeciętnie ojciec deklaruje, że spędza z dzieckiem około 30-40 minut. Zazwyczaj nie jest to więcej niż godzina. Tylko niecała godzina dziennie!

Kilka lat temu na sposób wzięli się brytyjscy naukowcy, którzy postanowili zmierzyć nie czas deklarowany, ale rzeczywisty, czyli taki, kiedy ojciec poświęca całą uwagę dziecku. Nie szpera w telefonie, nie ogląda telewizji. W badaniu wzięło udział 1700 ojców. Wyniki były zatrważające. 40 sekund. Średnio tyle niepodzielnej uwagi uczestnik badania poświęcił swojemu dziecku w ciągu dnia. I choć to badanie nie musi być miarodajne, pokazuje, wraz z innymi opracowaniami, że nie dzieje się dobrze.

staraniowy.pl

Wyobrażacie sobie: 40 sekund dziennie??? Aż nie chcę się wierzyć, ale coś w tym może być. A jak to jest u Ciebie drogi rodzicu (tato)?

1 comment add yours

Leave a Comment