Nieromantycznie o codzienności

Większość z nas potrafi przytoczyć jakiś mądry cytat o nieocenianiu ludzi po wyglądzie, podać kilka trafnych argumentów jakie to złudne i powierzchowne. A jeszcze na tym samym oddechu dalibyśmy radę wymienić mnóstwo życiowych sytuacji, kiedy to pierwsze wrażenie jednak okazało się decydujące. Nie będę na siłę kogokolwiek przekonywać, że to, jak wyglądasz, nie ma żadnego znaczenia, a wnętrze jest najważniejsze.

Ustalmy na początek – to nie jest wpis o pierwszej randce. Nie żebym była zwolenniczką budowania związku na pierwszym wrażeniu czy na zewnętrznych atutach drugiej strony. Na pewno poznając kogoś na czacie mamy szansę zainteresować się sobą wzajemnie bez względu na fizyczność, polubić kogoś zanim go zobaczymy. Na żywo wygląd niejednokrotnie jest impulsem do nawiązania znajomości. Tak, poznając kogoś często jesteśmy zainteresowani fizycznością, a nie tylko wnętrzem.

Czy wygląd w małżeństwie (związku) ma jeszcze jakieś znaczenie?

Zapewne będąc ze sobą dłużej mieliście okazję widzieć swoje przeróżne odsłony. U nas też tak jest. Wersja ekskluzywna – tuż przed wyjściem na imprezę, a czasem wersja „niskobudżetowa” – dres, podkrążone oczy, napuchnięty nos i fałdki na brzuchu. (A może fałdki tylko na mnie się zaczaiły i wy ich nie macie?)

Nie kochamy się za „piękne oczy”, długo byśmy tak razem nie wytrzymali.

Skoro Darek widział mnie już w tak wielu wersjach, licząc te mało prestiżowe również, to czy wygląd ma dla nas jeszcze znaczenie? Czy nasza prawdziwa miłość zwraca uwagę na to, jak wyglądamy? Oczywiście, że tak! A czemu mielibyśmy nie zwracać uwagi na swój wygląd? Przepraszam za rozczarowanie wszystkich „przeromatycznych” romantyków. Mnie, jak i wiele innych osób, nie kręci coś, co odpycha! Zdanie wyszło zakręcone, ale nie umiem napisać tego gładko. Może na przykładzie – jeśli nie lubisz widoku tłustych włosów, to ich nie lubisz też u swojej wielkiej miłości. Po prostu.

Piękna ja

Mały skok w czasie. Gdy się poznawaliśmy czułam się zdecydowanie bardziej jak serialowa Brzydula niż jak uczestniczka Top Model. Nadal nie aspiruję do drugiej kategorii:-) Nie zrobiłam kariery w modelingu i każdy, kto mnie zna, nie jest tym zdziwiony. Nie myślcie, że mam z tym jakiś problem. To nie tak. Nie czuję się źle będąc sobą, nie żyję w kompleksach i żalach. Znam swoje atuty, akceptuję co mam i maskuję, co trzeba:-) Nie uważam też, że wróg przytoczonych wyżej tłustych włosów przestanie kochać swoją żonę/męża z powodu tychże włosów. Nie popadajmy w skrajności. Wpis nie jest o wymówkach, skrzywieniach i pretekstach. Wpis jest o codzienności.

Jeśli ktoś mówi, że będzie cię kochał jeśli schudniesz/ przytyjesz/ zrobisz sobie większe usta/ krąglejszą pupę, to jest to dziwna „miłość”. Nie ma wzorca idealnego, do którego musisz pasować jak do foremki, żeby ktoś cię kochał. Jednak nie znaczy to, że wygląd nie ma znaczenia.

Fakt, że kocham mojego męża nie oznacza, że zawsze i wszystko mnie w nim zachwyca, wszystko mi się podoba i nic mi nie przeszkadza. Nie oznacza to również, że nie zauważam jak wyglądają inni ludzie wokół mnie. Zarówno kobiety jak i mężczyźni zwracają uwagę na wygląd. (Kobiety ponoć przede wszystkim na swój własny).

O co mi chodzi w tym wpisie?

Jeśli jesteście razem już długo, jeśli znacie się od podszewki i widzieliście swoje najbrzydsze wersje, to nie powód, by o siebie nie dbać.

Panowie – wasz wygląd ma dla nas duże znaczenie. Znacznie przyjemniej jest iść do kina z dobrze ubranym mężem.

A co to znaczy „dobrze ubrany” – ustalcie sami. Nie znam waszego gustu, nie muszę, ale wy powinniście znać go nawzajem.

Znacznie przyjemnie jest całować się z pachnącym mężem, niż z posmakiem obiadu. Chyba, że lubicie inaczej, wasza rzecz, ale pogadajcie o tym!

Przyciągnij uwagę

Jeśli wiesz, co się podoba twojej żonie, to kup sobie takie ciuchy, zainwestuj w fryzjera i bądź powodem jej fantazji.

Droga żono – może masz swój gust i styl, to ekstra! Czy wiesz co się podoba twojemu mężowi? Nie musisz prosić go, żeby kupował ci ciuchy idealne według niego. Zapewne sama sobie z tym radzisz. Uważam jedynie, że warto uwzględnić jego sugestie i połączyć wasze upodobania. Ubieraj się dla siebie i dla niego.

Idealna sylwetka, drogie ubrania, najlepszy fryzjer – to nie jest codzienność wielu z nas. Ale już prysznic, podstawowa higiena, regularne wizyty u zwykłego fryzjera i świeży oddech są w zasięgu prawie każdego.

Przeglądając zdjęcia można często zauważyć spadek dbałości o wygląd kilka lat po ślubie. Jeśli dopadło cię coś takiego, to czas na zmiany! Może zaczniecie razem biegać albo jeździć na rowerze? Może spacery dla zdrowia i przy okazji budowanie bliskości? Karnet na siłownię zamiast romantycznej kolacji to też dobry prezent.

Nie dlatego, że musisz, ale dlatego, że warto – przyciągaj uwagę swojego partnera. Miłość to obdarowywanie siebie wzajemnie – również pociągającym wyglądem.

Bądź atrakcyjna! Bądź atrakcyjny!

Nie musisz upodabniać się do gustu swojego partnera, na siłę udawać kogoś innego. Bądź sobą w zadbanej wersji. Jeśli masz poważne problemy w związku, w komunikacji, trwacie w konfliktach – to zignoruj ten wpis. On nie jest rozwiązaniem na poważne kłopoty. Jeśli jednak jest między wami dobrze, a rutyna czy inny powód sprawia, że najczęściej widzicie się w poplamionych bluzach – to weź go sobie do serca.

Jeśli wszędzie wkoło widać zdjęcia ponętnych dziewczyn i facetów, to postaraj się nie być w totalnej opozycji. Postaraj się, żeby jej/jego wzrok zatrzymywał się na tobie!

2 comments add yours

  1. Musisz mieć smutne życie. Ja i mój partner rozumiemy, że jesteśmy ludźmi i takie bzdury jak tłuste włosy, dziura w skarpecie, czy koszula, która nie jest w moim stylu nic nie zmienia. Smutne, że musisz walczyć o miłość każdego dnia, musi to być strasznie męczące.

    • Dziękuję za Twój komentarz. Chyba musze jeszcze dużo ćwiczyć jak ubierać moje myśli w słowa, bo zupełnie co innego próbowałam przekazać. Nie walczę o miłość, do głowy by mi to nie przyszło, by tak nas określić:-) Nie uważam też, że skarpety i koszula mają znaczenie. Sens wpisu był inny, a przynajmniej miał być.
      Po prostu patrzę na miłość i związek bardziej z perspektywy dawania. Stąd ten wpis – o tym, że warto dawać drugiej osobie to, co lubi, co sprawia jej przyjemność. Wydaje mi się, że czasem wkładamy dużo wysiłku w zadbanie o siebie wychodząc na imprezę, do pracy, czyli „do ludzi”, a zdarza się nam zapominać, że dla osoby obok, z którą jesteśmy codziennie też warto to robić.
      Odpowiedni wygląd to nie jest coś, czego powinnam wymagać od męża/partnera, tylko coś co mogę dać. Kiedy patrzymy na związek z perspektywy dawania, to jakoś tak całkiem inaczej odbieramy te same proste kwestie, niż jako „biorca”.
      Mam nadzieję, że z czasem nauczę się bardziej precyzyjnie formułować myśli, ale to tylko potwierdza jak trudną sztuką jest skuteczna komunikacja – i w związku, i w blogowaniu.
      J.

Leave a Comment