Osoby, które spędzają sporo czasu przy klawiaturze znają pewnie kilka uniwersalnych skrótów. Ulubieńcy uczniów, studentów i wielu innych, czyli kopiuj i wklej, mają jeszcze kuzyna – cofnij. Jeśli pracujesz przy komputerze, zapewne nieraz szybkie kliknięcie Ctrl Z cię uratowało.

Jaki związek ma ten skrót z naszym małżeństwem? A może również z Twoim małżeństwem, czy związkiem, w którym jesteś?

Największym utrudnieniem jest to, że ten fantastyczny skrót w relacjach jakoś nie działa.

Zna ktoś infolinię, na którą można zgłosić ten ewidentny brak?

W naszym duecie ja mówię całkiem sporo, a Darek jeszcze więcej. Dla mnie słowa są ważniejsze niż kwiaty czy prezenty. Łatwo mnie słowami wzmocnić, jeszcze łatwiej dobić. Taki model. Może właśnie dlatego ten temat krążył ostatnio po mojej głowie.

Zdarza się, że w zwykłej rozmowie ponoszą nas emocje. Słowo po słowie brniemy w dyskusji w kierunku sporu. Ciekawe, czy wam też się to przytrafia? Nie jest to wcale przypadłość małżeńska, na moje oko zdecydowanie ogólnoludzka. Zazwyczaj sam temat nie jest tak istotny, ale chęć postawienia na swoim albo dogłębne przekonanie o racji. Zaczynamy niewinną pogawędkę o pogodzie, a kończymy huraganem.

Wbrew pozorom to nie jest rozważanie o panowaniu nad emocjami czy tajnikach komunikacji. To jest wpis o miłości.

Kilka miesięcy temu testowałam to wszystko w praktyce. Drobna sytuacja, krótka wymiana zdań… W pewnej chwili, aby obronić swoje stanowisko, użyłam mocnego argumentu. Coś z kategorii „cios w serce dla wygrania dyskusji”. Jak się okazało Darek nie słuchał pobieżnie, nie puszczał mimo uszu ani nic takiego. Słuchał i brał na serio moje argumenty, również ten bez sensu i bez wyczucia. Nie będę tym razem wdawać się w szczegóły, nie one są tu najważniejsze.

Chciałam, żeby było po mojemu, gdzieś tam wewnątrz paliła się lampeczka ostrzegawcza:

„gadasz głupoty, sama to wiesz”,

Ego wołało: jednak potrzeba czegoś mocnego, dosadnego!

Efektem mojego wygranego dialogu było parę dziwnych dni niezrozumienia, dystansu. Gdy opadły emocje wiedziałam, że się nie popisałam. Jednak przepraszam nie padło tak od razu, najpierw sama z sobą dyskutowałam jako swój obrońca i oskarżyciel w jednym. W tamtych dniach bardzo żałowałam, że nie mam relacyjnego Ctrl Z. Gdybym mogła cofnąć kilka złych zdań, nie byłoby zranienia.

Cała ta sytuacja, owiana tutaj tajemnicą, dała mi do myślenia, oj bardzo! Czy często dla swojego dobrego samopoczucia naciągam argumenty w rozmowie? Czy umiem zamknąć moją rozgadaną buźkę, kiedy racja jest bez miłości?

Ile związków wokół mnie też brnie w ślepy zaułek z takiego powodu?

Jeżeli w trakcie rozmowy, a już na pewno w trakcie sporu, delikatnie przekładasz tylko paluch stopy za linię prawdy, miłości i wkraczasz na terytorium mocnych argumentów, racji, małej manipulacji i przejaskrawienia dla lepszego efektu, to możesz kiedyś rozpaczliwie szukać Ctrl Z.

Ja nie mówię tu o zaciekłych negocjacjach biznesowych, mówię o relacji w rodzinie, w związku. Jeśli nawet masz rację, chcesz jakoś ukochaną osobę przekonać, to i tak nie sięgaj po taką broń.

Nie prowadzisz wojny, nie musisz więc używać podstępu, zasadzki. Budujesz relację, a ona z natury wymaga drugiej osoby, kogoś innego niż ty sam. Lepiej dłużej pogadać, ale pozostać po dobrej stronie mocy, niż szybko zadać bolesny cios.

Kiedy już użyjesz manipulacji, półprawdy, wypominania czy innego, równie destrukcyjnego, narzędzia – nie ma opcji cofnij. To nie popularna apka, gdzie mamy „usuń u wszystkich”.

Nawet jeśli czujesz się zraniona/zraniony, chcesz oddać ciosem za cios, bo wcześniej to ciebie tak potraktowano… Nawet wtedy nie warto. Są granice, których przekroczenie wciąga jak w lawinę. Jeden cios prowokuje kolejny, złośliwość za złośliwość, zranienie za zranienie i tak z kochających się osób, zamieniamy się w przeciwników.

Zostać w dyskusji krok z tyłu, kiedy emocje zalewają zdrowy rozsądek, to jest talent. Jeżeli zapędzisz się lub oboje zapędzicie się w przekraczaniu granic miłości, to po czasie zostaną już tylko poranione serca. A na zgliszczach trudno, bardzo trudno, się buduje.

Mądrość na dziś, może banalna, a jednak skuteczna:

Ktoś, ten ważny ktoś obok ciebie, będzie szczęśliwszy i bardziej chętny do wspólnego budowania, jeżeli nie będzie od ciebie dostawał ciosów poniżej pasa.

Co w takim razie robić, kiedy emocje szaleją? Czujesz przyspieszone bicie serca, policzki zaczynają palić, ton głosu jakoś się dziwnie wyostrza?
Jeżeli dla dobra sprawy chcesz paplać bez serca, to może dosłownie ugryź się w język?
To tak boli, że na pewno odwróci Twoją uwagę!
Może powiedz, że lepiej dokończyć tę rozmowę innym razem, bo teraz jest zbyt nerwowo?

Ciekawa jestem waszych pomysłów na to, jak uniknąć draki w podobnych sytuacjach?

Z całego serca zachęcam – lepiej w rozmowie przegrać, dać sobie czas i wyjaśnić sedno niż dla chwilowego sukcesu zabrnąć za daleko i kogoś zranić. Ctrl Z nie działa.

PS. O potędze przepraszam i dobrych efektach trudnych sytuacji napiszę następnym razem. Nasze nieporozumienie dawno zostało wyjaśnione. Choć musiałam się przyznać do błędu, co było bolesne dla mojego ego, to jednak nauczka się przydała i bardzo mi pomaga w relacjach z ludźmi.

5 comments add yours

  1. Dziękuję za trafny wpis, tak w ostatnim czasie, kiedy częściej i dłużej jesteśmy razem w domu, miałam okazję przekonać się że mam wybór – wygrać za wszelką cenę moją rację, czy przeczekać ten moment kiedy mam ochotę rzucić rękawicę. Zauważyłam, że jakoś zawsze to moje przeczekanie wychodzi na dobre, możemy w innym momencie pogadać na ten sam temat już bez kłótni. Odkrywam, że warto posłuchać co myśli moja połówka, to często zaskakujący, ciekawy punkt widzenia.

  2. Dziękuję za trafny wpis, tak w ostatnim czasie, kiedy częściej i dłużej jesteśmy razem w domu, miałam okazję przekonać się że mam wybór – wygrać za wszelką cenę moją rację, czy przeczekać ten moment kiedy mam ochotę rzucić rękawicę.. jakoś zawsze to moje przeczekanie wychodzi na dobre, odkrywam, że warto posłuchać co myśli moja połówka, to często zaskakujący, ciekawy punkt widzenia.

    • Dziękuję, cieszę się, że to napisałaś. Jak widać każde małżeństwo jest inne, ale pewne dobre zasady są jednak uniwersalne.

Leave a Comment